Osoby, którzy śledzą mój profil na Instagramie (czarnaewcia) wiedzą, że śniadanie (i kawa ;)) to dla mnie to podstawa. To ono jest naszym najważniejszym posiłkiem dnia, takim, który zawsze jemy razem i staramy się go celebrować niezależnie od dnia. W tygodniu zazwyczaj są to proste i szybkie miski z kaszą, owsianką czy puddingiem chia, w weekend naleśniki, placki lub tradycyjna jajecznica. Dziś podzielę się z Wami moim ulubionym, bardzo szybkim przepisem na malinowy pudding chia, który robię zawsze wtedy, kiedy brak mi pomysłu i/lub chęci na eksperymenty. Jest nie tylko pyszny, ale i pięknie się prezentuje, a dla mnie to ma równie duże znaczenie 😉
Przepisy
Po raz kolejny przedstawiam przepis z wykorzystaniem płatków róży, od których chyba trzeba już przyznać jestem uzależniona. Uwielbiam i posmak jaki dodają do potraw i ten piękny zapach, nie wspominając o kolorze 😉 Moje poprzednie różane przepisy można znaleźć tutaj różane smoothie bowl i kokosowo różany pudding chia. Dziś różę dodaję do naleśników.
Nadeszły wyjątkowo długo w tym roku wyczekiwane upały. 30 stopni na termometrze to idealny czas na zabranie do ogrodu kokosowej miski, położenie się pod moją na razie zaledwie 1,5 metrową palmę i wczucie się w klimat tropików 😉
W misce serwuję dziś kokosowy pudding chia z dodatkiem płatków róży, które w ostatnim czasie są moim ulubionym dodatkiem (inną wersję różanego śniadania możecie zobaczyć tutaj – różane smoothie bowl).
Racuszki Lackberga, placki z Fjallbacki, albo jak to mówi Tosia „plaki z flajbaki” to nasz śniadaniowy hit. Kiedy po raz pierwszy obejrzałam książkę „Smaki z Fjallbacki” autorstwa Camilli Lackberg (jednej z moich ulubionych autorek skandynawskich kryminałów), te placki natychmiast przykuły moją uwagę i zabrałam się za smażenie. Od tamtego czasu minęło 5 lat, a placki gościły u nas setki razy. W przeróżnych wersjach, próbowało ich mnóstwo ludzi i za każdym razem był zachwyt. Dziś przedstawiam Wam moją najczęściej robioną wersję, bez udziwnień ?
Odkąd około 4 lata temu pierwszy raz zrobiłam tzn smoothie bowl, odtąd stało się to najczęściej jadanym przeze mnie śniadaniem. Takie niby śniadanie, a trochę deser, które można modyfikować na milion sposobów i tworzyć zawartość z tego co akurat jest dostępne w lodówce. Uwielbiam eksperymentować i tworzyć nowe wersje smakowe tych śniadaniowych misek, a że dzisiejszy eksperyment należał do wyjątkowo udanych, to dzielę się nim poniżej.