W tym roku bardzo marzyliśmy o prawdziwej zimie, o śniegu i mrozie. O spacerach podczas których rzucamy się śnieżkami, lepimy bałwana, a na koniec robimy śnieżnego anioła. I zaraz po przyjściu do domu grzejemy się pijąc gorące kakao. W Polsce w tym roku śniegu praktycznie nie było, dlatego wpadliśmy na pomysł, żeby te ferie zimowe spędzić w Skandynawii. Skandynawii, która zazwyczaj ludziom kojarzy się zaraz po wysokich cenach właśnie z zimnem 😉 A tu jak na złość prognozy pokazują, że w Polsce śnieg ma się akurat pokazać, a w Norwegii, w rejonie do którego zmierzamy, temperatura ma być na plusie. Mamy jednak nadzieję, że prognozy są błędne 😉 Zamierzamy spędzać z dziewczynkami czas głównie na powietrzu i zwiedzać okolice, dlatego postanowiliśmy się do tego typu podróży dobrze przygotować. Przedstawię Wam dziś 10 gadżetów, które są priorytetami w dziecięcej zimowej walizce.
Podróże
2017 rok był dla nas wyjątkowy, pełen nowych, ekscytujących doświadczeń. Urządzaliśmy nowe mieszkanie, nasze aktualne miejsce na ziemi. Rok 2017 w połowie poświęciliśmy na urządzanie mieszkania, w połowie na podróże. Zimą zwiedziliśmy Barcelonę i pomieszkaliśmy miesiąc w Andaluzji. Na przełomie zimy i wiosny odwiedziliśmy Norwegię i obejrzeliśmy miasto szlakiem mojego ulubionego Harrego Hola (bohatera książek Jo Nesbo). Jak co roku w maju pojechaliśmy do Stegny oglądać kwitnącą wieś i rozkoszować się zapachem bzu. Lato po raz pierwszy spędziliśmy we własnym ogrodzie. Sadziliśmy warzywa i kwiaty. Jeździliśmy na wycieczki rowerowe. Robiliśmy pikniki na pobliskich ukwieconych łąkach i wracaliśmy do domu z bukietami „chwastów”. Letnie dni spędzaliśmy w ogrodzie, w ciągu dnia kąpaliśmy się w ogrodowym basenie (czytaj baseniku dla dzieci 😉 ), po południu grillowaliśmy, a wieczorami słuchaliśmy grania świerszczy pod kocem i z Aperolem w ręku. Przez dom co weekend przewijał się tłum ludzi, z czym było nam bardzo dobrze 🙂 Późnym latem odwiedziliśmy Włochy, żeby nasycić się pizzą i najlepszą na świecie kawą. Jesienią kolejny raz na miesiąc wróciliśmy do Hiszpanii, żeby kąpać się w październiku i listopadzie w morzu i nasycić brzuchy ulubionymi smażonymi kalmarami. Zima niedawno się zaczęła i już w styczniu czekają na nas nowe, tym razem norweskie przygody.
Kiedy w lutym 2017 roku przyjechaliśmy po raz pierwszy do Andaluzji poczułam, że to takie moje miejsce na ziemi (zaraz obok wszystkich innych ;)). Po raz drugi wróciliśmy w październiku 2017 i już po wyjściu z samolotu poczuliśmy się jak w domu.
Andaluzja ma w sobie magię. To przepiękny kawałek świata, gdzie można oglądać wschód słońca nad morzem na jednej z wielu pustych plaż, iść na spacer po tętniącym życiem mieście, następnie spacerować górskim szlakiem, którego celem jest jezioro, a wieczór spędzić oglądając zachód słońca w jednym z wielu typowych, białych andaluzyjskich wiosek.
Teren jest bardzo atrakcyjny, jadąc samochodem widoki zmieniają sie jak w kalejdoskopie. Mamy tu długie plaże, skaliste góry, tereny pustynne, obszary porośnięte drzewami korkowymi, czy ciągnące sie kilometrami gaje oliwne. Są tu miasta w wąwozach (Setenil de las Bodegas), miasta, gdzie ludzie żyją w jaskiniach (Guadix), miasta, położone nad przepaścią (Ronda), jest nawet miasto Smerfow (Juzcar). Są i typowe białe miasteczka, których zwiedzania nigdy nie ma sie dość (Casares, Mijas, Ojen, Istan). I typowe nadmorskie miasteczka Costa del Sol takie jak np imprezowa Marbella, kolorowa i fotogeniczna Estepona, surferska Tarifa czy ciekawa Benalmadena. I duże miasta, każde inne, każde z tylko dla siebie charakterystycznym klimatem. Energiczna, tętniąca życiem Malaga, piękna i dostojna Sewilla czy ciekawy, tajemniczy Kadyks. I oczywiście nie hiszpański, ale położony w Andaluzji Gibraltar, typowo angielski, gdzie w jedynym miejscu w Europie można spotkać żyjące na wolności małpy. I piszę tylko o miejscowościach, które udało mi się zobaczyć. Różnorodności jest tu jeszcze więcej.
W tym poście nie tylko chciałam Wam przybliżyć Andaluzję i opowiedzieć odrobinę naszej przygody, ale odpowiedzieć na najczęściej zadawane przez Was pytania na Instagramie (czarnaewcia).
Tarifa jest dla mnie miejscem szczególnym, spełniło się tu jedno z moich marzeń. To tu po raz pierwszy w życiu w lutym 2017 roku zobaczyłam ocean. Pamiętam ten dzień jak dziś. Te emocje, które towarzyszyły mi przy wejściu na plażę. Czułam się znowu jak dziecko, które może wreszcie rozpakować prezent od świętego Mikołaja. I nie rozczarowałam się. Plaża była gigantyczna, długa, szeroka, a ocean miał idealnie turkusową barwę. Do tego wszystkiego pomimo zimy nad wodą na tle gór latało pełno kolorowych latawców. Bo Tarifa to miasto surferów, dzięki temu ma tak niesamowicie luźny klimat.
Po raz kolejny odwiedziliśmy Tarifę w październiku 2017 i zachwyciła nas jeszcze bardziej. Tym razem nie tylko ze względu na cudowne plaże, piękną starówkę i klimatyczne knajpy, ale dzięki wyjątkowej atmosferze. W październiku dzięki większej ilości ludzi (ale nie za dużej, tłumów bardzo nie lubimy!) dało się jeszcze bardziej poczuć klimat tego miasta, tę energię, tę beztroskę. Zapraszam na fotospacer ulicami Tarify, może uda mi się Was rozkochać w tym mieście 😉
Kilka dni temu wyruszyliśmy w kolejną podróż, do Hiszpanii. Dokładnie do Andaluzji, w której zakochaliśmy się zimą tego roku (o Andaluzji pisałam tutaj przewodnik po Mijas i jak samodzielnie zorganizować wyjazd za granicę). Spędziliśmy tu miesiąc zimą, a teraz przez miesiąc będziemy podziwiać te rejony w wydaniu jesiennym.
Dziś przedstawię Wam listę 20 rzeczy, takich moich niezbędnych hitów, które niezależnie od długości i kierunku wyjazdu zawsze znajdują się w moim bagażu.