Przeprowadzka do Portugalii. Po co, dlaczego, na jak długo … Historia naszych przeprowadzek.

Siedzę właśnie w samolocie lecącym z Polski do Portugalii. Podziwiam z góry ośnieżone szczyty. I nie do końca dociera do mnie to, co się dzieje. Kolejny raz się przeprowadzamy. Tym razem na południe Europy. Wracamy do naszej ukochanej Portugalii. Już nie jako turyści, ale mieszkańcy. Dawno nie czułam w sobie tylu skrajnych emocji na raz. Nie wiem czy płakać czy się śmiać, dlatego, pomyślałam, że wykorzystam te kilka godzin podróży na pisanie. Wrócę do bloga, którego ostatnio zaniedbałam, a opowiadając Wam historię naszych przeprowadzek dam się trochę lepiej poznać.

Historia naszych przeprowadzek

Jeśli znacie nas z bloga lub Instagrama, to możemy Wam się kojarzyć z częstymi podróżami. Przez ostatnie 4 lata, kiedy prowadziłam te kanały, tak wyglądało nasze życie, częste podróże i powroty do domu.

Ludzie, którzy znają nas osobiście, nie raz pytali czy nie myślimy przypadkiem o jakiejś kolejnej przeprowadzce.

Bo tych przeprowadzek w ciągu ostatnich 12 lat zaliczyliśmy siedem, a aktualnie jesteśmy w trakcie ósmej.

Przeprowadzka numer 1 – ślub, kredyt i utrata pracy

12 lat temu wzięliśmy z Tomkiem ślub. Po ślubie zamieszkaliśmy w kupionym na kredyt mieszkaniu w Tczewie, miejscowości, w której żyliśmy od urodzenia. Byliśmy bardzo młodzi. Nie zastanawialiśmy się czy na pewno właśnie tego chcemy. Mieliśmy dobrą pracę w IT, chcieliśmy być samodzielni, a że dużo osób dookoła nas tak właśnie robiło, powieliliśmy ten schemat.

Nie pomieszkaliśmy tam jednak długo. Pracowaliśmy w jednej firmie i z dnia na dzień obydwoje zostaliśmy zwolnieni. Pół roku wcześniej wydaliśmy wszystkie oszczędności na urządzenie mieszkania i miesięczną podróż poślubną do Czarnogóry. Zostaliśmy bez środków do życia i z kredytem na 30 lat.

Jak się później okazało, to przykre wydarzenie było początkiem wielu zmian i szukaniem swojej własnej drogi.

Przeprowadzka numer 2 – życie w wielkim mieście

Rok po utracie pracy nie był łatwy. Straciliśmy tzw „ciepłą posadkę” i nie wiedzieliśmy co dalej. Dopiero wtedy zaczęliśmy się zastanawiać czego tak naprawdę chcemy. A, że łatwiej nam było zdecydować czego nie chcemy, to od tego zaczęliśmy. Nie chcieliśmy dalej spędzać życia na długich dojazdach do pracy i żyć „od weekendu do weekendu”. Mieszkając w tamtym czasie w rodzinnym mieście nie widzieliśmy dla siebie perspektyw. Postanowiliśmy „otworzyć” się na większe zmiany.

Znaleźliśmy obydwoje pracę w Warszawie i wyjechaliśmy. Opuściliśmy i wynajęliśmy nasze nowe dwupokojowe, pięknie urządzone mieszkanie w nowym budownictwie i zamieszkaliśmy w starej kawalerce w wieżowcu na Muranowie.

Na początku był płacz. A potem zakasaliśmy rękawy i po pracy z materiałów, które zostały po urządzeniu naszego mieszkania, doprowadziliśmy kawalerkę do stanu, w którym nie była pewnie nigdy wcześniej. Do tej pory pamiętam jak przez dwa tygodnie Tomek zrywał kilkanaście warstw farb i tapet z korytarza, żeby na koniec wygładzić i pomalować ścianę na niebiesko (niebieski od zawsze był moim ulubionym kolorem). Zanim zabraliśmy się do tej roboty zapytaliśmy właściciela o zgodę. Był bardzo zdziwiony, że chcemy się za to zabrać 😉

W Warszawie poznaliśmy zupełnie inne życie. Życie w wielkim mieście. Poznaliśmy masę ludzi. Ludzi z różnych miejscowości, z różnymi historiami. Ludzi, którzy inspirowali nas do kolejnych zmian. Zaczęliśmy marzyć i planować.

Przeprowadzka numer 3 – próba życia po francusku na Lazurowym Wybrzeżu

Kiedy właściciele firmy, w której pracował Tomek, zaproponowali nam przeprowadzkę na co najmniej pół roku na Lazurowe Wybrzeże kolejny raz spakowaliśmy walizki, załadowaliśmy samochód po brzegi i pojechaliśmy do Francji. Zamieszkaliśmy w apartamencie w akademiku. Ja pracowałam zdalnie, Tomek we francuskim biurze.

Chwilę przed wyjazdem okazało się, że jestem w ciąży. Zamiast, jak miałam w planach, pić francuskie wino i jeść pyszne śmierdzące sery, piłam coca colę, która jako jedyna pomagała mi na mdłości, a zapach francuskiego sera sprawiał, że bałam się otwierać lodówkę 😉

Po trzech miesiącach zdecydowaliśmy się na powrót do Warszawy. Na przeprowadzkę do Francji to nie był dobry moment. Ale już wtedy postanowiliśmy, że jeszcze kiedyś spróbujemy życia za granicą.

Przeprowadzka numer 4 – z centrum na przedmieścia Warszawy i początki rodzicielstwa

Chwilę przed moim porodem przeprowadziliśmy się kolejny raz. Z naszej, już nie takiej brzydkiej, kawalerki w centrum do większego mieszkania na obrzeżach Warszawy. W tamtym czasie mocno doceniłam wynajem, dzięki któremu można spakować walizki i przenieść się do miejsca, które w danym okresie bardziej nam odpowiada. Przeprowadziliśmy się na osiedle, które wydawało nam się idealne do życia z dzieckiem. I na tamtą chwilę właśnie takie było.

Przeprowadzka numer 5 – spełnienie marzenia z dzieciństwa i przeprowadzka nad morze

Tych kilka przeprowadzek utwierdziło nas w przekonaniu, że lubimy zmiany, że podoba nam się życie w różnych, nowych miejscach. I że chcemy móc je zmieniać, kiedy najdzie nas na to ochota. Ja od dłuższego czasu pracowałam zdalnie, Tomek zaczął się starać o taką formę pracy. Udało się.

Kolejny raz spakowaliśmy wszystkie rzeczy, tym razem jednak nie w osobówkę, bo byliśmy już we trójkę, a w dostawczaka 😉 I wyjechaliśmy do Gdyni, miasta, w którym byliśmy na pierwszej randce, które obydwoje bardzo lubiliśmy, a w którym ja od dziecka chciałam pomieszkać. Spędziliśmy tam niesamowity czas. Nie mogliśmy się nacieszyć bliskością morza, klimatem Gdyni, otwartością żyjących tam ludzi.

Przeprowadzka numer 6 – powrót do rodzinnego miasta

Kiedy zaszłam w drugą ciążę postanowiliśmy kupić mieszkanie. Podjęliśmy decyzję, że zamiast się przeprowadzać, zamieszkamy w jednym miejscu, z którego częściej i na dłużej będziemy wyjeżdżać.

Kiedy już myśleliśmy, że to właśnie w Gdyni chcemy „osiąść”, zaczęliśmy coraz więcej czasu spędzać w rodzinnym Tczewie. W weekendy zamiast leżeć czy spacerować po plaży wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy do rodziny.

A potem znaleźliśmy idealne mieszkanie w Tczewie, w cenie tczewskiej, nie trójmiejskiej. Rozważyliśmy wszystkie za i przeciw. Główny powód, dla którego opuściliśmy Tczew, już nie istniał. Nie musieliśmy dojeżdżać do pracy. Mieliśmy blisko rodzinę i przyjaciół, ciszę i spokój niewielkiego miasta, autostradę pod „nosem”, wielki wybór pociągów łącznie z Pendolino (kto zna Tczew wyłącznie z dworca? ;)), w 2,5 godziny mogliśmy się dostać do Warszawy, a w 15 minut do Gdańska, morze „rzut beretem”, z jednej strony trójmiejskie plaże, z drugiej Mierzeja Wiślana … Decyzja nie była trudna. Zdecydowaliśmy się na powrót do korzeni i na nowo odkrywaliśmy uroki i zalety naszego rodzinnego miasta.

Zanim zamieszkaliśmy w nowym mieszkaniu, wróciliśmy do starego, które kilka lat wcześniej opuściliśmy i przez ten czas wynajmowaliśmy. Mieliśmy w nim pomieszkać jedynie pół roku na czas remontu. Pomieszkaliśmy 1,5 roku. Drobna obsuwa deweloperska.

Przeprowadzka numer 7 – z założenia już na „stałe”

Trzy tygodnie po długo wyczekiwanej przeprowadzce polecieliśmy na 1,5 miesiąca do Hiszpanii. I tak właśnie wyglądało nasze życie przez ostatnie 3 lata. Łączyliśmy pracę i opiekę nad dziećmi z licznymi, dłuższymi podróżami, po których wracaliśmy do ukochanego domu. Średnio pół roku spędzaliśmy w domu, pół roku poza domem. Było idealnie.

I wtedy zaczęła się pandemia. Przez pół roku siedzieliśmy w domu. Podróżowanie przestało być możliwe. I doszliśmy do wniosku, że równie dobrze możemy posiedzieć w innym domu gdzieś za granicą. Mieliśmy okazję wykorzystać możliwość zdalnego nauczania w szkole, skorzystać z dostępności i niższych cen mieszkań za granicą, które do te pory były wynajmowane na wakacje, a nie na dłuższe pobyty. Postanowiliśmy nie czekać na „lepsze jutro”, tylko spełniać marzenia. Bo wciąż jeszcze marzyliśmy, żeby pomieszkać za granicą.

Wątpliwości w tamtym czasie było wiele. Do ostatniej chwili, mimo, że przegadaliśmy długie godziny i przeanalizowaliśmy chyba każdą możliwą sytuację, nie byliśmy pewni czy dobrze robimy wyjeżdżając w tych „dziwnych” czasach. Jednak strach nas nie powstrzymał.

Przeprowadzka numer 8 – podróż do Portugalii zakończona przeprowadzką

I właśnie ten wyjazd na pół roku do Portugalii doprowadził nas do przeprowadzki za granicę. Ale od początku …

Podróż do Portugalii na pół roku

Zapakowałyśmy rzeczy na pół roku i w sierpniu 2020 roku ruszyliśmy naszym samochodem osobowym z dwójką dzieci z Polski do Portugalii.

O informacjach praktycznych dotyczących takiej podróży możecie poczytać w tym wpisie – Podróż na pół roku do Portugalii. Sprawy organizacyjne i kluczowe kwestie do załatwienia przed wyjazdem.

A o podróży samochodem z Polski do Portugalii tutaj – Podróż samochodem z dziećmi z Polski do Portugalii w trzy dni. Trasa, noclegi, kosztorys.

Krótka historia naszej podróży

Pierwszy miesiąc w Portugalii spędziliśmy w Olhao. Następny w Lizbonie. A kolejny w Budens, i kolejny również, i kolejny … Z miesiąca na miesiąc, a następnie z tygodnia na tydzień, przedłużyliśmy nasz pobyt. Nie potrafiliśmy opuścić tego miejsca.

Podczas pobytu w Portugalii bardzo się zmieniliśmy. Między innymi zaczęliśmy rozwijać nowe projekty, więcej się ruszać i regularnie uprawiać sport, zaczęliśmy spędzać więcej czasu na powietrzu wśród natury niż w domu, regularnie gotować i zdrowo się odżywiać … Żyliśmy intensywnie, ale z nastawieniem, jakie mają ludzie żyjący z południu, ze spokojem, radością, bez nerwów, stresu.

Łącznie w Portugalii spędziliśmy dziewięć miesięcy, z czego ostatnie 6 w Budens. Powoli nadchodził czas na podjęcie decyzji co dalej. Minęło planowane pół roku podróży. A stan życia „na walizkach” powoli zaczął nas męczyć.

Dziewięć miesięcy w Portugalii i co dalej

Decyzję o tym co dalej zmienialiśmy wiele razy. Było kilka pomysłów. Powrót do Polski w marcu, potem w kwietniu, potem w maju. Następnie był pomysł, żeby przylecieć do Polski, ale tylko na kilka miesięcy, a następnie znowu wrócić do Portugalii. Analizowaliśmy różne opcje.

Pod koniec marca znalazłam agencję nieruchomości, która miała wystawionych 6 domów na wynajem na … osiedlu, na którym mieszkaliśmy i które tak ciężko było nam opuścić. Ceny wynajmu domów, jak na Portugalię, były dość atrakcyjne, ale wynajem miał być już od maja i na minimum rok. Nasz aktualny dom mieliśmy zarezerwowany do końca kwietnia. Niby idealnie, ale wątpliwości dalej były.

Kiedy okazało się, ze nasi znajomi byliby chętni na wynajem naszego mieszkania w Polsce, zaczęliśmy jeszcze intensywniej rozważać wynajem domu w Portugalii.

Pod koniec kwietnia zdecydowaliśmy się na obejrzenie domów. Dostępne były już tylko trzy. Z jednej strony nie była to łatwa decyzja, analizowaliśmy ją przez miesiąc, z drugiej jak już doszło do oglądania domów decyzję podjęliśmy natychmiast. Następnego dnia podpisaliśmy umowę.

Rok w Portugalii i co dalej

W maju przeprowadziliśmy się z jednego domu do drugiego na tym samym osiedlu. Dom mamy wynajęty na 12 miesięcy, z automatycznym przedłużeniem, o ile nie złożymy wypowiedzenia dwa miesiące przed końcem umowy.

Najczęstsze pytanie, jakie dostaję brzmi „czy to przeprowadzka na stałe?”. I powiem Wam szczerze, ze nie mam pojęcia. Wydawało mi się, ze „na stałe” przeprowadzam się 12 lat temu do pierwszego wspólnego mieszkania z Tomkiem. Życie jednak potoczyło się zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam.

Nie wiem co będzie za rok. Wiem jedynie, ze przeprowadzki nam niestraszne, a miejsce zamieszkania lubimy dostosowywać do naszych aktualnych potrzeb 🙂

Trzy tygodnie w Polsce

W maju, dwa tygodnie po przeprowadzce, po dziewięciu miesiącach polecieliśmy do Polski. W ciągu trzech tygodni w Polsce udało nam się załatwić wiele spraw, przede wszystkim przygotować mieszkanie dla nowych lokatorów. Codziennie spotykaliśmy się z ludźmi, których nie widzieliśmy od miesięcy. Dobrze było na chwilę wrócić.

Powrót do Portugalii

Mimo, że ze łzami w oczach żegnałam się dziś z naszym tczewskim życiem i mieszkaniem, to z coraz większą ekscytacją czekam na lądowanie i na powrót do portugalskiego życia 🙂

7 komentarzy

  • Ewa
    20/06/2021 at 20:58

    I to jest czerpać z życia garściami. Super, że łapiecie okazje, wykorzystujecie szanse, lub sami je tworzycie. Mam podobnie, wiele przeprowadzek z których niewiele była w planie. Nawet jeśli miałam jakieś to życie szybko je weryfikowało.
    Mix emocji, stres skotłowany z ekscytacją, kiedy niewiadoma czeka za zakrętem. Dopóki serce podpowiada, że to właściwa opcja to wierzę, że tak jest.
    Niech Was Portugalia otoczy tym co najlepsze. Wszystkiego dobrego😊

  • Kamila
    20/06/2021 at 22:24

    Łezka się zakręciła !!! Ale to z zazdrości !!! Piękny wpis piękne życie !!! Łapcie garściami a co tam życie jest jedno !!!

  • Aleksandra
    22/06/2021 at 07:20

    Pięknie. Ewciu, Tomku, dziewczynki życzymy Wam cudownych chwil w Portugalii. Niesamowicie motywujecie do odwagi i spełniania marzeń. Dziękuję. Zuza.

  • Alina
    29/06/2021 at 11:18

    Super! Powodzenia. Portugalia jest piekna, bylam raz w okolicach Lizbony (Oeiras) i bylo cudownie.

  • Emilia
    01/07/2021 at 19:47

    Cudownie 🙂

  • Iza
    19/07/2021 at 18:21

    Zazdroszczę i podziwiam. Zastanawia mnie jednak, gdzie są dwie pozostałe osoby z rodziny. Zawsze jest ja, ja, Tomem i Tomek. U nas zawsze jest najpierw syn, a później my z mężem i jego dobrem się kierujemy nie swoim, często basze marzenia odkładamy na później, by dziecku zapewnić stabilne, poukładane życie wśród rówieśników.

    • czarnaewcia
      Ewa
      19/07/2021 at 19:10

      Dlaczego w artykule dominuje „ja, Tomek”? Ponieważ tekst dotyczy naszych decyzji przeprowadzkowych na przestrzeni 12 lat. Czyli między innymi lat, kiedy o dzieciach nawet nie myśleliśmy.
      Teraz nasze dzieci mają 5 i 8 lat. Gdyby młodsza córka miała decydować gdzie mamy mieszkać, musielibyśmy znaleźć krainę „pegazorożców” …
      Czy kierujemy się „dobrem dzieci”? Wartości, jakie chcę przekazać moim dzieciom to przede wszystkim, żeby były szczęśliwe, żeby spełniały marzenia i nie odkładały ich na później, żeby nie bały się życia, żeby nie bały się poznawać nowych ludzi, mimo, że nie mówią w ich języku, żeby nie bały się mieszkać gdziekolwiek na świecie, mimo, że to nie ich miasto, ani kraj urodzenia, żeby robiły w życiu to co kochają robić. I żeby były dobrymi ludźmi.
      Przeprowadzką nie wyrządzamy im krzywdy. Myślę, że wręcz przeciwnie.
      Na koniec życzę Ci, żebyś żyła na tyle długo, żeby móc spełnić swoje marzenia, jak już syn opuści dom.

Pozostaw odpowiedź Emilia Anuluj pisanie odpowiedzi