Włoskie wakacje. Fotorelacja i przewodnik po Salo.

Od czego się zaczęło?

Pamiętam, jakby to było dziś, ten majowy dzień, kiedy za oknem sypał śnieg (maj i śnieg, nie, to nie pomyłka), a ja powoli traciłam nadzieję na nadejście wiosny. Mam dwa sposoby na radzenie sobie z pogodową depresją, albo zaczynam szukać lotów, albo remontuję mieszkanie. Tego dnia na szczęście padło na to pierwsze. Pierwszy tani lot, jaki znalazłam był do Mediolanu Bergamo. A ja Włochy kocham ogromnie, za jedyny w swoim rodzaju klimat, za ich kawę i ten luz i radość życia, którą w sobie mają i długo bym tak mogła wymieniać. Mój mąż twierdzi, że gdyby nie był Polakiem, to na pewno byłby Włochem, nie wiem do końca dlaczego, ale dzięki temu długo nie dał się namawiać (a może po prostu miał już dość mojego podłego nastroju? ;)).

 

Dziewczyny już przygotowane | Tak wygląda pakowanie z dwójką dzieci w domu. Do wieczora dałam radę wypić tylko tę kawę 😉

Jeden z ulubionych etapów podróży. Mniej więcej w tym momencie moje emocje sięgają zenitu 😉

Tosia fotograf | Mela modelka

Polska | Włochy

Bergamo, nowa bryka i posamolotowy look (grzebień głęboko schowany w walizce ;))

Droga z Bergamo do Salo i zachód słońca złapany przez okno w samochodzie

Salo, cel podróży

 

Ogranizacja, czyli loty, samochód, nocleg

O tym wszystkich sprawach pisałam dokładniej w poście jak na własną rękę zorganizować wakacje za granicą. Tym razem było podobnie, tylko lotów szukałam od razu u przewoźnika Wizzair (wykupiliśmy na początku roku kartę Wizz Discount Club, dzięki której mamy spore zniżki i ceny lotów u tego przewoźnika są zazwyczaj najbardziej korzystne).

Samochód w Bergamo wynajmowaliśmy przez Rentalcars, po raz kolejny znaleźliśmy tam ofertę najkorzystniejszą cenowo. Samochód dostaliśmy duży, praktycznie nowy, ze szklanym dachem, modelu oczywiście nie znam, ale mogę podać kolor – czarny 😉

Mieszkanie wynajęliśmy przez Airbnb. Zależało nam na niedrogim (mieliśmy w planach tam tylko spać i tak też było), dwupokojowym apartamencie w dobrej lokalizacji. Ta lokalizacja była kluczowa, bo zakładaliśmy, że nie będziemy dużo jeździć (to założenie się nie sprawdziło ;)). Na swoją bazę noclegową wybraliśmy Salo nad Gardą (1 godzinę jazdy z lotniska), co już pierwszego dnia uznaliśmy za genialny wybór. Wynajęliśmy dokładnie to mieszkanie, które polecam pomimo, że nie jest ani trochę w moim guście. Było bardzo czyste (dla mnie to priorytet), bardzo atrakcyjne cenowo na tle innych ofert, a do tego położone minutę (w tempie dziecięcym 2 minuty) spacerem do jeziora.

 

Salo

O mieście nie będę się rozpisywać, niech to zrobią za mnie zdjęcia. Napiszę tylko tyle, że Salo to jedno z najbardziej urokliwych miasteczek, jakie odwiedziłam w życiu. Miasto już na starcie wita nas zapierającą dech w piersiach panoramą, którą można podziwiać spacerując po bardzo długiej, biegnącej dookoła miasta promenadzie. Co rusz można robić przystanki na malutkich, urokliwych plażach, albo usiąść przy stoliku tuż przy jeziorze w jednej z rewelacyjnych restauracji. Do tego wszystkiego miasto ma bardzo urokliwą starówkę. Dla mnie raj.

 

Pierwsze zdjęcie zrobione w Salo. Mąż marudził, żeby nie robić (mężczyzna przed śniadaniem), a okazało się moim ulubionym kadrem

Miasto, które się kocha od pierwszego spojrzenia. Drugie, trzecie i kolejne tylko tę miłość umacniają

Fotogenicznie na każdym kroku

Różowe fasady

16kg miłości

Tosia nie może przejść obojętnie obok barierek Ja nie mogę przejść obojętnie obok różowej fasady

„A wiecie co to jest? To taki kranik, jak ktoś złowi rybę, to tu może ją umyć” – czyli rozumowanie dziecka

Włoskie gelato i polskie zmęczone dziecko

 

Restauracje, czyli gdzie dobrze zjeść w Salo

W zasadzie mogłabym napisać, że wszędzie. Poza ewentualnie jednym miejscem, które nas nie zachwyciło. Cała reszta to były miejsca rewelacyjne, z pyszną pizzą, nieziemskimi crossaintami, przepyszną kawą i cudownym Aperolem (hmmm w zasadzie niczym innym się przez te 8 dni nie żywiliśmy 😉 I tak, te wszystkie przymiotniki są w tym zdaniu konieczne ;)).

Poniżej podaję moje ulubione miejscówki i tę jedną nieciekawą, żeby może jej unikać, choć wrażenie robi piękne 😉

 

Mokai Beach

Moje ulubione miejsce, Mokai Beach, restauracja tuż przy jeziorze, na samym końcu miasteczka z widokiem na stare miasto.

 

Jedzenie z takim widokiem smakuje jeszcze lepiej.

Droga do Mokai Beach | Kawa z widokiem

Na końcu Salo

 

Ristorante pizzeria Don Pedro

Tu pierwszego dnia przyszliśmy na pizzę, ostatniego wróciliśmy. Przepyszna, taka jaka powinna być włoska pizza. Miejsce też idealne, na promenadzie, tuż przy jeziorze.

 

Od tej pory palma na dachu to moje marzenie | Widok z pizzerii

 

Bar Italia

Ciężko tu o stolik, ale warto poczekać. Dla tego Aperola. I dla przystawek, które dostaje się za darmo do drinka. Miejsce, tak samo jak pizzeria na promenadzie z widokiem na jezioro.

 

Od samego rana w restauracjach nad Gardą stoliki są pomarańczowe od Aperoli | I nawet fasady mają pod kolor

 

Cafe Pasticcerie Vassalli

Bardzo klimatyczne miejsce z przepyszną kawą. Dla odmiany nie nad wodą, a w centrum starego miasta.

 

W oczekiwaniu na śniadanie | Głód zaspokojony, energia i uśmiech powróciły

 

Bar Bellavista

Jedyne miejsce, którego nie polecam. Mimo, że miejsce piękne, to jedzenie i kawa wyjątkowo słabe.

 

 

Co robić poza spacerami i jedzeniem w Salo? Oczywiście iść na plażę!

I cieszyć się promieniami słońca (nam było dane tylko przez chwilę), albo po prostu napawać się widokami (tego mieliśmy pod dostatkiem).

 

 

I obejrzeć zachód słońca

Słońce niestety w Salo nie zachodzi nad wodą, ale niebo mieni się różnymi kolorami, a światła latarni odbijają w wodzie. Trzeba zobaczyć.

 

 

To wszystko o Salo, ale to nie koniec relacji z Włoch. W następnym poście moje ulubione miejsca nad Gardą (plus te, które mi się nie spodobały, bo takie też były ;)).

6 komentarzy

  • Delilah
    26/09/2017 at 17:52

    Cudnie, piękne zdjęcia!! Właśnie tej części Gardy nie znam kompletnie, zawsze odwiedzałam tylko tą południowo zachodnią stronę, będę musiała nadrobić! A kupowanie biletów na loty to najlepszy lek na pogodową depresję – od razu się człowiek zaczyna ekscytować i chandra przechodzi, a zamiast tego jest „Ahoj przygodo!” :))

    • czarnaewcia
      Ewa
      04/10/2017 at 20:55

      Tak tak i jeszcze raz tak! 🙂 Prawie kupiłam ostatnio kolejne bilety, ale na szczęście rozsądek wziął górę i stwierdziłam, że dwie długie zaplanowane podróże na razie wystarczą 😉 A Garda po stronie Salo zdecydowanie zrobiła na mnie lepsze wrażenie, koniecznie musicie polecieć! 🙂 Albo może my coś wspólnie zaplanujemy np w lutym? 😉

  • Magda T.
    26/09/2017 at 19:10

    Piękne mieliście wakacje 🙂 My też zawsze sami organizujemy wyjazdy – inaczej sobie już nie wyobrażam 😉

    • czarnaewcia
      Ewa
      04/10/2017 at 20:52

      Najpiękniejsze, tak naprawdę nieważne gdzie, ważne, że razem, bez stresu, bez pośpiechu, bez zwykłej codziennej rutyny (którą co prawda uwielbiam, ale na wakacjach wolę za nią zatęsknić ;)) A planowanie wyjazdów to moim zdaniem jedna z lepszych części, dlatego nie mogę jej zlecić komuś innemu 😉

  • takitammotyl
    28/09/2017 at 06:34

    Ale piękne zdjęcia! Aż Wam pozazdrościłam tych wakacji 😉 Miasteczko cudne, zapisuje sobie żeby nie zapomnieć i na pewno kiedyś się tam wybiore 😍

    • czarnaewcia
      Ewa
      04/10/2017 at 20:47

      Dziękuję! Zapisuj, jest przepięknie, a do tego z Polski blisko, loty krótkie, tanie i dużo, ceny na miejscu ok, atrakcji dookoła mnóstwo, same plusy 😉