Pakujemy się na wakacje – 20 hitów, które zawsze zabieram ze sobą

Kilka dni temu wyruszyliśmy w kolejną podróż, do Hiszpanii. Dokładnie do Andaluzji, w której zakochaliśmy się zimą tego roku (o Andaluzji pisałam tutaj przewodnik po Mijas i jak samodzielnie zorganizować wyjazd za granicę). Spędziliśmy tu miesiąc zimą, a teraz przez miesiąc będziemy podziwiać te rejony w wydaniu jesiennym.
Dziś przedstawię Wam listę 20 rzeczy, takich moich niezbędnych hitów, które niezależnie od długości i kierunku wyjazdu zawsze znajdują się w moim bagażu.

Naturalne kosmetyki, które zabieram ze sobą na wakacje

  1. Koktajl witaminowy pod oczy Iossi – odkąd pierwszy raz zastosowałam, tak po uszy się zakochałam. A po miesiącu stosowania wiedziałam już, że to będzie miłość na dłużej. Genialny kosmetyk, który naprawdę wyraźnie poprawił wygląd mojej skóry pod oczami.
  2. Serum Lumene – nie będę pisać o miłości, bo mogłabym tak rozpoczynać każdy opis kosmetyków z tej listy. Napiszę tylko, że to produkt według mnie idealny. Odkąd wypróbowałam go kilka miesięcy temu, zagościł na stałe w mojej kosmetyczne i nie zamierzam się z nim rozstawać. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że mam przyjemność być ambasadorką Lumene 🙂 Wracając do serum, ma ono działanie między innymi przeciwzmarszczkowe i nawadniające, ale dodatkowo wyrównuje też koloryt skóry. Po nałożeniu na twarz mam wrażenie, że skóra jest jedwabiście gładka i nawilżona. Używam go w połączeniu z podkładem, dzięki czemu uzyskuję jeszcze większe krycie, ale skóra wygląda bardzo naturalnie i świeżo.
  3. Podkład Yves Rocher – moim ulubieńcem od wielu lat jest rozświetlający podkład Yves Rocher, kolor jasny beż. Rozświetla skórę, nie robi z twarzy maski i jest tak delikatny, że w ogóle nie czuć do na skórze.
  4. Rozświetlacz Lumene – kolejne dwa w jednym, serum o działaniu takim, jak poprzednie, ale dodatkowo rozświetjające twarz i nadające jej świeżego blasku. Dzięki niemu cera wygląda promiennie i młodo 😉
  5. Pomada Hagi – genialny wynalazek, balsam, do którego nakładania nie trzeba „brudzić” sobie rąk. W formie wielkiej szminki mamy tu kosmetyk, którym możemy smarować i nawilżać całe ciało. Do tego wszystkiego pięknie pachnie!
  6. Hydrolat rozmaryn Ministerstwo dobrego mydła – hydrolat, to produkt, który od roku na dobre zagościł u mnie w kosmetyczne. Zamiast toniku, do którego potrzebne są waciki, spryskuję się nim rano i wieczorem, a następnie nakładam krem (rano) lub olejek (wieczorem). Polecam każdy jeden z Ministerstwa, mój faworyt jeśli chodzi o zapach to różany, ale rozmaryn ma ten plus, że można nim spryskiwać dodatkowo włosy, żeby ułatwić rozczesywanie.
  7. Olejek śliwkowy Ministerstwo dobrego mydła – olejek, to podobnie jak hydrolaty, mój niezbędnik od roku. Smaruję nimi twarz wieczorem. Działają niezwykle wygładzająco i nawilżająco. Uwielbiam, szczególnie ten śliwkowy, który pachnie moim ukochanym marcepanem.
  8. Yope krem do rąk – bez kremu do rąk nie tylko nie wyjeżdżam, ale nie wychodzę z domu. Mam bardzo suchą skórę, a kremy z Yope bardzo dobrze sobie z nią radzą. Do tego wspaniale pachną, mój ulubieniec to szałwia.
  9. Tusz do rzęs Collistar – po przetestowaniu co najmniej 100 modeli, to mój zdecydowany ulubieniec. Wydłuża, delikatnie pogrubia, nie skleja rzęs, a do tego bardzo wygodnie się nakłada.

Gadżety, czyli moje must have, bez których nie ruszam w podróż

  1. Książka/czytnik + przewodnik – do tej pory od lat brałam ze sobą czytnik, a w nim wgrane co najmniej kilka książek. Niestety niedawno się popsuł, a, że nie wiem na który kolejny się zdecydować, tym razem biorę ze sobą dwie książki. „Słowika„, którą poleciła mi przez przyjaciółka i „Chcieć mniej„, którą od dawna chciałam przeczytać. I oczywiście przewodnik, który zawsze czytam przed podróżą i zabieram ze sobą. Moje ulubione są z serii explore! guide.
  2. Gazeta – na lotnisku i w samolocie nie umiem się skupić na czytaniu książki, więc zawsze biorę ze sobą papierowy magazyn. Akurat wyszło nowe Mammazine, jedyna gazeta, którą kupuję regularnie.
  3. Notes Merely Susan – do tej pory nie zrezygnowałam z papierowych list na rzecz elektronicznych. Notes noszę przy sobie zawsze, ostatnio towarzyszą mi te cuda od Merely Susan.
  4. Laptop MacBook Air i etui Radosna Fabryka – wyjazdy praktycznie zawsze łączymy z pracą, dzięki temu możemy sobie pozwolić na miesięczne pobyty, więc komputer to rzecz obowiązkowa. Produktów Appla nie trzeba chyba zachwalać. Jako informatyk mogę powiedzieć, że to zdecydowanie najlepszy laptop ze wszystkich, na których do tej pory pracowałam. Kocham go przede wszystkim za szybkość, za to, że włącza się w sekundę! Tak dobry sprzęt musi mieć idealne etui, to od Radosnej Fakryki jest moim hitem, błyszczące i oryginalne (mąż mi zazdrości ;)).
  5. Aparat Canon Powershot G7X – mój hit od kilku miesięcy. Do tej pory na wyjazdach robiłam zdjęcia lustrzanką. Niestety noszenie tego ciężaru niekoniecznie należało do przyjemnych, a nierzadko zdarza się, że pokonujemy na nogach co najmniej 20 km. Zdecydowałam się na kupno dobrego aparatu kompaktowego i to był strzał w dziesiątkę. Z tym aparatem się nie rozstaję. Ma bardzo jasny obiektyw i jakość zdjęć jest po prostu rewelacyjna. Do tego jest lekki, mały, ma odchylany ekran i co najważniejsze wifi, dzięki któremu mogę w kilka sekund przesłać zdjęcie z aparatu na telefon komórkowy (w celu umieszczenia np na Instagramie ;))
  6. Telefon iPhone 5s – bez telefonu również nie ruszam się z domu, nie tylko na wyjeździe. Od kilku lat służy mi dzielnie, co prawda już mocno poobijany, roztrzaskany, wyładowujący się co kilka godzin iPhone 5s, ale dopóki działa, to ciężko mi się z nim rozstać 😉
  7. Zegarek Daniel Welington Classic Petite – odkąd telefon tak szybko mi się wyładowuje, zegarek zabieram zawsze ze sobą 😉
  8. Torba Seasidetones – żeby w jak największym stopniu ograniczyć bagaż, nigdy nie biorę torebki do samolotu (podróżujemy niezależnie od długości wyjazdu tylko z jedną walizką – bagaż rejestrowany i jednym plecakiem – bagaż podręczny). Torebkę zawsze pakuję do walizki. Ta od Seasidetones zajmuje minimalną ilość miejsca, do tego wykonana jest z cudownej jakości lnu i pasuje do każdej mojej stylizacji.
  9. Poduszeczka I love grain – te małe poduszeczki mają ogrom zastosowań. Między innymi posiadają właściwości lecznicze, ułatwiają zasypianie, zmniejszają poziom stresu, rozgrzane mogą pomagać w różnego rodzaju bólach. Mi służą przede wszystkim jako odświeżacz do ubrań, bo ich zapach jest po prostu nieziemski (mam wersję z lawendą). Na codzień trzymam taką poduszkę w szafie, a kiedy wyjeżdżamy pakuję ją do walizki. I dzięki temu po przylocie, mimo, że ubrania są w walizce od kilku dni (pakujemy się zwykle kilka dni wcześniej), mają bardzo przyjemny zapach.
  10. Zatyczki do uszu i pudełko Maileg – bez stoperów nie wyobrażam sobie żadnej nocy, nie tylko w podróży. Mimo, że znam coraz więcej takich osób, to niektórzy (w tym mój mąż) uważają, że dziwak ze mnie 😉 Od zawsze miałam kłopoty z lekkim snem, a ze stoperami jest dużo lepiej (jeśli ktoś ma wątpliwości, że nie usłyszy płaczu dziecka, to je rozwieję. Dzieci płaczą i mówią z taką częstotliwością, którą słychać mimo zatyczek. Co śmieszne głosu męża nie słyszę, ale głos córek idealnie ;)). Niedawno znalazłam do nich idealne opakowanie – pudełeczko na dziecięce ząbki (akurat jeden model był bez nadruku zęba ;)).

4 komentarze

  • Magda T.
    18/10/2017 at 17:25

    Też zamieniłam podczas tegorocznych wakacji lustrzankę na małego olympusa i zastanawiam się, jak ja mogłam tak długo jeździć z takim wielkim i ciężkim aparatem 🙂 My dopiero w styczniu jedziemy na zimowe wakacje (niestety nie tak długie, jak Wasze) i tym razem postanowiłam w ogóle nie brać bagażu rejestrowanego – ciekawe, czy uda mi się moje cztery małpki zapakować rzeczywiście kompaktowo 🙂

    • czarnaewcia
      Ewa
      20/10/2017 at 16:22

      Aparat kompaktowy to mój najlepszy zakup w tym roku. Teraz nie wyobrażam sobie bez niego dnia 🙂 A co do bagażu to do czasu urodzenia Meli też braliśmy tylko 2-3 bagaże podręczne. Ale teraz dochodzi wózek i dwójka dzieci do pilnowania, więc wolimy jedną dużą rejestrowaną walizkę i jeden mały plecak do samolotu. Ale myślę, że jak trochę dziewczyny podrosną, to wrócimy do bagaży podręcznych, tym bardziej, że tym razem trochę się wystraszyliśmy, bo bagaż zaginął. Na szczęście zdążył się jeszcze na lotnisku odnaleźć, inaczej zostalibyśmy tylko z laptopami i aparatem 😉 A gdzie lecicie? 🙂

  • Gąska
    19/10/2017 at 23:50

    Sporo tego 🙂

    • czarnaewcia
      Ewa
      20/10/2017 at 16:15

      To takie podstawowe rzeczy, których używam codziennie. A przez miesiąc byłoby mi bez nich ciężko 😉