7 dni w Barcelonie

1. Poble Espanyol i moje ulubione zdjęcie z Barcelony. | 2. Dzielnica Barcelonetta. | 3. Kawałek Andaluzji w Poble Espanyol. | 4. Taką mieliśmy pogodę. Wstęp na plażę był zakazany przez silne wiatry. | 5. Barcelona, kocham to miasto! | 6. Mały człowiek. | 7. Skutery i pranie, z tym mi się kojarzą śródziemnomorskie miasta. | 8. Pierwsze zdjęcie i pierwsze spojrzenie na miasto. | 9. Tosia planowała zabrać tę palmę do domu. Nie wiem czy przez odprawę na lotnisku by przeszła.

Nie jestem fanką dużych miast, znacznie bardziej wolę poznawanie kraju jeżdżąc z miejsca na miejsce zwiedzając wioski i małe miasteczka. Przypadkiem się złożyło, że jadąc na miesiąc do Andaluzji zahaczyliśmy po drodze o Barcelonę. Tak „zahaczyliśmy”, że zostaliśmy na tydzień i wyjeżdżaliśmy kompletnie zachwyceni. Nie wiem czy to przez styl Gaudiego, który jest widoczny na każdym kroku, czy przez bliskość morza i klimat nadmorskiego miasta, czy przez to niezwykłe położenie na wzgórzach i widoki na miasto z tak wielu punktów, ale pokochałam Barcelonę od pierwszego spojrzenia.

 


1. Kolejka ze Wzgórza Montjuic. | 2. Bieliźniany widok i ulica na której mieszkaliśmy. | 3. Bardzo klimatyczna dzielnica Poble Sec. | 4. Widok na La Sagrada Familia ze wzgórza Montjuic.


1. Ogród botaniczny rozciągający się pod wzgórzem Montjuic. | 2, 3. Nasza ulubiona knajpka w dzielnicy Poble Sec. | 4. Nasze przesłanie.

Przez te kilka dni głównie spacerowaliśmy po mieście bez celu, bez oglądania zabytków, bez mapy, takie poznawanie miasta lubię najbardziej. Są jednak dwa miejsca z przewodnika, które bardzo polecam odwiedzić, jedno z nic to Wzgórze Montjuic. Ruszaliśmy z ulicy Salva w dzielnicy Poble Sec. Droga na wzgórze prowadziła przez dzielnicę Poble Sec, przepiękną, bardzo klimatyczną, pełną lokalnych barów, wąskich uliczek, przepięknych kamienic i jeszcze piękniejszych balkonów. Po wyjściu z wąskich ulic zaczęły się rozciągać widoki na miasto i towarzyszyły aż do samego szczytu. Ze wzgórza chcieliśmy zjechać kolejką do Barcelonetty, ale ze względu na bardzo silny wiatr kolejka była nieczynna. Zeszliśmy drogą przez ogród botaniczny, który okazał się równie fajnym miejscem.


1. Dzielnica Gracia i droga do Parku Guell od strony metra Vallcarca. | 2. Standardowe pocztówkowe zdjęcie w Parku Guell. | 3. Tu zaopatrzyliśmy się w wodę po drodze do Parku Guell, było mooocno pod górkę 😉 | 4. Dzielnica Gracia.

Durgim przewodnikowym miejscem, które bardzo polecam jest Park Guell. Nie lubię miejsc, gdzie są tłumy ludzi, szczególnie turystów, miejsc, które „trzeba” zobaczyć, sfotografować i odhaczyć z listy. Taki mi się wydawał Park Guell, którego zdjęcia zdobią okładki przewodników o Hiszpanii i Barcelonie. Ale miejsce to naprawdę robi wrażenie. To trzeba zobaczyć z bliska, tę wyjątkową architekturę, te niesamowite mozaiki. Jestem pod ogromnym wrażeniem, a dodatkowo mile zaskoczona, że nie było tłoczno (takie plusy zwiedzania w styczniu, najzimniejszym miesiącu w roku).
Poza tymi typowymi miejscami z przewodników bardzo polecam spacer po dwóch dzielnicach, które zrobiły na mnie największe wrażenie El Poble Sec i Barcelonetta.
W El Poble Sec mieszkaliśmy, okazało się to świetnym wyborem (mieszkanie wynajmowaliśmy przez nasze ulubione airbnb). El Poble Sec to bardzo klimatyczna dzielnica, mało turystyczna, pełna lokalnych knajpek i barów tapas. Nasz ulubiony bar, z którego prawie codziennie braliśmy Sangrię i pinchos (hiszpańskie kanapki, kawałki bagietki z najróżniejszymi dodatkami, owocami morza, mięsem, warzywami) na kolację na wynos to Pinchoj. W tej dzielnicy polecam bardzo całą ulicę Carrer de Blai, knajpka przy knajpce i według miejscowych to jedne z najlepszych barów tapas w mieście.
Barcelonetta z kolei to nadmorska dzielnica z fantastycznym klimatem, wąskie uliczki z widokiem na morze, zapach owoców morza unoszący się z knajp, nadmorska promenada, bary na plaży (niestety w styczniu większość zamknięta), wspaniałe miejsce na spacer bez mapy i na odpoczynek w barze z widokiem na morze z kieliszkiem Sangrii w ręce.


1. Sangria, obowiązkowy punkt z listy do zrobienia w Hiszpanii. Do tej pory myślałam, że nie lubię. Ale wcześniej nie piłam hiszpańskiej. | 2. Mozaiki, moja miłość. I Tosia, ona też 😉 | 3. Ulubione kolory Barcelonetty. | 4. Brak pomysłu na opis.


1, 2, 3, 4. Zalety śródziemnomorskiego klimatu.


1. Słynna Rambla. | 2. Czas przecen, ulubiona sieciówka. | 3, 4. Dzielnica Gotic, bardzo piękna!

Na koniec jeszcze dwa słowa czego nie polecam. Zdecydowanie nie polecam Poble Espanyol. Jest to muzeum, taka wioska hiszpańska, wybudowana na wystawę Expo. W styczniu miejsce kompletnie nieatrakcyjne, sklepy i restauracje pozamykane, a bilety drogie (13 euro osoba dorosła, 7 euro dziecko powyżej 4 roku życia), nie warto. Byliśmy pół godziny i gdyby nie to, że tam zrobiliśmy moje ulubione zdjęcie z Barcelony, to wizyta byłaby kompletnym niewypałem 😉


1, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9. Centrum, dzielnica Eixample. | 2. Casa Balto, ukochany Gaudi.

Spędziliśmy cały jeden dzień w centrum, w dzielnicy Eixample, po raz drugi wolałabym tam wpaść tylko na chwilę, tłoczno, głośno i pomimo, że pięknie, to przez ten gwar mało klimatycznie. Ale jak już pisałam na początku ja jestem zwolennikiem małych miast 😉

2 komentarze

  • Dominika
    07/05/2017 at 21:48

    Hej, czy możesz polecić konkretne miejsce z airbnb na nocleg?:) Pozdrawiam, Dominika

    • czarnaewcia
      Ewa
      09/06/2017 at 20:18

      My wynajmowaliśmy dokładnie to mieszkanie https://www.airbnb.pl/rooms/715036 (było nas 4 osoby dorosłe i dwójka dzieci). Miało plusy, takie jak lokalizacja, świetne bary tuż za rogiem, ładne wnętrze. Ale był też duży minus, tylko dwa okna w całym dość sporym mieszkaniu, z czego jedno wychodzące na podwórze, którego nawet zimą lepiej było nie otwierać, bo zapachy z restauracji na dole niekoniecznie należały do najpiękniejszych 😉