LADING

Różany pudding chia z jeżynami i borówkami

 

Śniadanie z dodatkiem róży, czyli moje trwające już jakiś czas uzależnienie. Do stosowanych już od jakiegoś czasu suszonych jadalnych płatków róży dokupiłam niedawno wodę różaną, dzięki której śniadaniowe puddingi nabierają jeszcze więcej aromatu, a do tego są bardzo zdrowe. Róża ma właściwości między innymi antydepresyjne, nie ma więc nic lepszego niż różany pudding z rana gwarantujący dobry humor na resztę dnia 😉

 

Składniki na dwie porcje

 

Składniki na masę

  • 400g jogurtu naturalnego, najlepiej gęstego lub typu greckiego
  • 1 najlepiej dojrzały banan
  • 1,5 łyżki nasion chia
  • 1 łyżeczka wody różanej  lub/i 1 łyżeczka suszonych jadalnych płatków róży (ja dodaję jedno i drugie)

Składniki na górę

  • garść borówek
  • garść jeżyn
  • łyżka orzechów piniowych
  • 2 łyżki komosy ryżowej
  • łyżeczka płatków róży do dekoracji (i do zjedzenie oczywiście)
  • ewentualnie syrop daktylowy, miód lub syrop klonowy

 

Przygotowanie

Składniki na masę (z wyjątkiem chia) zblendować. Na koniec wymieszać z nasionami chia i wstawić na minimum 15 minut do lodówki w celu stężenia.

Orzechy i komosę uprażyć na suchej patelni.

Chwilę przed podaniem posypać pudding orzechami, komosą i owocami, ewentualnie dosłodzić wierzch miodem lub syropem daktylowym czy klonowym.

 

A po więcej różanych inspiracji śniadaniowych zapraszam tutaj kokosowy pudding chia z różaną nutą i różane smoothie bowl.

 

Smacznego!

 

Placki z malinami, czyli idealne śniadanie na letni weekend

Najlepsza pomoc domowa

 

Oryginał tych placków opisywałam tutaj śniadanie po skandynawsku, czyli racuszki Lackberga. Tym razem zrobiłam ich letnią wersję, czytaj zamiast cytryny dodałam maliny 😉 Zmiana niby niewielka, a smakują zupełnie inaczej. Placki świetnie wyrastają, są pulchne, soczyste, chrupkie na zewnątrz, miękkie w środku, idealne na lenie powolne weekendowe poranki.

 

Jeszcze przed wizytą dzieci na blacie

 

Składniki na porcję dla około 4 osób

  • 2 jajka
  • 100 ml cukru
  • 450 ml mąki pszennej lub tortowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 150 ml mleka
  • szklanka świeżych malin
  • masło do smażenia

 

Miejsca niby sporo, a my jak zwykle ściśnięte na 1m2

 

Przygotowanie

Ubić jajka z cukrem na puszystą masę.

Dodać resztę składników (poza malinami): mąkę, proszek do pieczenia, mleko i zmiksować na gładką masę.

Na koniec dodać maliny i delikatnie wymieszać.

Smażyć na rozgrzanej patelni (najlepiej z teflonowym dnem) na średnim ogniu z obu stron, aż będą rumiane i wyrośnięte.

Podawać np z malinowym sosem (miksuję po prostu świeże lub mrożone maliny z odrobiną wody).

 

W butach na blacie (najchętniej by w nich jeszcze spała)

Dzieci tu były

Każdy ma swoją porcję

Mniejszego „stolika” nie było

Placki to już tylko wspomnienie

 

Smacznego!

Ekspresowy suflet czekoladowy

 

Słowo ekspresowy w tytule zostało użyte nieprzypadkowo, ten czekoladowy suflet tak samo jak ekspresowo się przygotowuje, tak samo ekspresowo znika. To taki idealny przepis, kiedy budzi się człowiek rano, niekoniecznie wyspany, z zapotrzebowaniem na dużą dawkę magnezu, oczywiście najlepiej tego, który jest zawarty w czekoladzie 😉 Chce to oczywiście zjeść teraz, natychmiast, bez wychodzenia z domu. I oto on, najlepszy, najprostszy i bardzo szybki przepis na suflet czekoladowy, chrupiący z zewnątrz, płynny w środku.

 

Dla tego sufletu wszystko

Cel osiągnięty

Smakuje lepiej niż wygląda

 

Przepis na 4 porcje
 
Składniki

  • 100g gorzkiej czekolady (do sufletu najczęściej używam Wedla)
  • 100g masła
  • 2 duże jajka
  • 100g cukru
  • 40g mąki pszennej

 

 

Przygotowanie

Czekoladę i masło roztapiamy w rondlu, często mieszając, żeby się nie przypaliły. Rozpuszczoną gładką masę zdejmujemy z ognia i odstawiamy na chwilę do schłodzenia.

Jajka z cukrem ubijamy na gładką masę, dodajemy mąkę i mieszamy.

Masę czekoladową przelewamy do masy jajecznej i całość mieszamy.

Przelewamy do czterech żaroodpornych kokilek.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 15 minut.

Wyciągamy i jemy najlepiej jeszcze ciepłe.

 

Smacznego!

Pomysł na fotogeniczne różowe śniadanie

 

Osoby, którzy śledzą mój profil na Instagramie (czarnaewcia) wiedzą, że śniadanie (i kawa ;)) to dla mnie to podstawa. To ono jest naszym najważniejszym posiłkiem dnia, takim, który zawsze jemy razem i staramy się go celebrować niezależnie od dnia. W tygodniu zazwyczaj są to proste i szybkie miski z kaszą, owsianką czy puddingiem chia, w weekend naleśniki, placki lub tradycyjna jajecznica. Dziś podzielę się z Wami moim ulubionym, bardzo szybkim przepisem na malinowy pudding chia, który robię zawsze wtedy, kiedy brak mi pomysłu i/lub chęci na eksperymenty. Jest nie tylko pyszny, ale i pięknie się prezentuje, a dla mnie to ma równie duże znaczenie 😉

 

Można już jeść?

 

Przepis na jedną porcję

 

Składniki na pudding

  • 200g gęstego jogurtu naturalnego lub jogurtu typu greckiego
  • 1 banan
  • duża garść malin (zazwyczaj daję mrożone)
  • 1 łyżka nasion chia (dzieciom robię bez chia)

 

Składniki do posypania puddingu
  • 1 łyżka płatków migdałów
  • 1 kostka czekolady deserowej
  • garść pestek granata (lub malin czy innych owoców, mi z granatem smakuje najlepiej)

 

Nic nie może się zmarnować

 

Jogurt, banana i maliny zblendować, a następnie wymieszać z nasionami chia (tylko porcje dla dorosłych) i odstawić na minimum 15 minut do lodówki do stężenia.

Posypać uprażonymi na suchej patelni migdałami, startą gorzką czekoladą i przyozdobić owocami.

 


Z czyjejś miski smakuje lepiej

Życie na krawędzi

 

Smacznego!

Przewodnik po Mijas, najbardziej urokliwym andaluzyjskim miasteczku

 

Są takie miejsca na ziemi, które już przy pierwszej wizycie wywołują we mnie zachwyt, sprawiają, że od pierwszych minut czuję się, jak u siebie, jakbym to miejsce znała na wylot. Jednym z nich jest dla mnie andaluzyjskie Mijas.

W Andaluzji spędziliśmy w tym roku w styczniu i lutym 32 dni (o tym jak przygotowujemy się do wyjazdu można przeczytać tutaj: Jak na własną rękę zorganizować wakacje za granicą). Kiedy myślami wracam do Andaluzji, od razu pierwsze na myśl przychodzi mi Mijas. To miasteczko ma to coś, to taka przewodnikowa Andaluzja zamknięta na niewielkiej przestrzeni.

Jest tu wszystko czego człowiek oczekuje oglądając Andaluzję na zdjęciach (no może poza akcentami flamenco). Białe niskie zabudowania, czerwone dachy, fasady budynków przyozdobione niebieskimi donicami, schody wyłożone kolorowymi kafelkami. Sklepiki z rękodziełem, w których można kupić słynne kafle azulejos, porcelanę, ręcznie tkane dywany itp Knajpki, gdzie nawet w styczniu można wypić kawę przy stoliku pod gołym niebem, a następnie udać się na spacer i zajadać hiszpańskimi churrosami lub migdałami w karmelu kupionymi od ulicznego sprzedawcy. I widoki, zapierające dech w piersiach, z jednej strony na morze, z drugiej na góry, a jeszcze z kolejnej na białe zabudowania Mijas. I na koniec muszę wspomnieć o czymś co dla mnie w zasadzie najważniejsze, w styczniu praktycznie brak turystów, dlatego można było napawać się widokami i poczuć prawdziwy pozasezonowy klimat andaluzyjskiego miasteczka.

Zapraszam na spacer po Mijas, oprowadzę Was po mieście i opowiem co warto w nim zobaczyć.

 

 

5 rzeczy, które warto zrobić, zobaczyć w Mijas

 

1. Wspiąć się na szczyt miasteczka

Według mnie punkt obowiązkowy. Sama droga prowadząca wąskimi uliczkami niesamowita, a widoki na górze zapierające dech w piersiach.

 

Schody na szczyt miasteczka

I jeszcze więcej schodów

Przerwa w marszu

Jedyne rodzinne zdjęcie z Hiszpanii 😉

Widoki ze szczytu

 

2. Wejść na taras widokowy

W centrum miasteczka znajduje się taras widokowy, z którego widok jest podobny do tego z balkonów na szczycie, ale jest też widok na miasto z boku, który po prostu trzeba zobaczyć. I o ile podróżujemy z dziećmi, to tu znajdziemy dla nich największą atrakcję, cudownie położony plac zabaw.

 

Droga na taras widokowy | Widoki po drodze

Na punkcie widokowym | Raj widziany z góry 😉

Obowiązkowy przystanek rodzica

Przystanek z widokiem na miasto

 

3. Posmakować churrosów lub migdałów w karmelu

Lub i tego i tego 😉 Chussosy to takie hiszpańskie pączki, migdały w karmelu to po prostu migdały w karmelu 😉 Jednak kupione od ulicznego sprzedawcy w Mijas i jedzone podczas spaceru w tym niezwykłym miejscu smakują jak niebo w gębie.

 

Azulejos i churrosy

 

4. Odwiedzić sklepy z rękodziełem

W Mijas kupiliśmy wszystkie pamiątki. Sklepów z rękodziełem jest tu całkiem sporo, tak jak pisałam wcześniej można w nich znaleźć typowo hiszpańską porcelanę, kafle, ręcznie tkane dywany, ręcznie robioną biżuterię, espadryle we wszystkich możliwych kolorach i wiele wiele innych rzeczy.

 

 

5. Zgubić się w gąszczu wąskich białych uliczek

Ostatni punkt, ale chyba najważniejszy. Iść przed siebie, nie spoglądać na mapę i odkrywać nowe, ciekawe miejsca.

 

Pustki na ulicach | Mój ulubiony dom w Mijas

 

Gdzie zjeść?

Tego niestety nie jestem w stanie powiedzieć, nie trafiliśmy na żadne godne polecenia miejsce na obiad. W Mijas jestem raczej ekspertem w radzeniu gdzie nie zjeść 😉 Odradzam zatem wszystkie restauracje na głównym placu, są to typowo turystyczne miejsca, z milionem pozycji w menu, jedzenie jest bardzo słabe, a ceny wysokie. Radziłabym po prostu poszukać lokalnej restauracji w głębi miasteczka. Niestety za każdym razem trafialiśmy na czas sjesty (nawet po miesiącu pobytu w Hiszpanii nie mogliśmy się przestawić na ich pory jedzenia), dlatego nie było nam dane zjeść w żadnej z nich.

 

Za to mogę z czystym sumieniem polecić kawiarnię Restaurante Meguiñez and Grapevine Patio, jedliśmy tam pyszne desery i popijaliśmy bardzo dobrą kawą. Oraz lody Helados Artesanos Casa Esteban, czekoladowe przepyszne.

 

1 2 3 4